Praca rolnika. Jak powstaje chleb?

07 maj

Temat kompleksowy realizowany w grupie 5-latków: JEŻYKI i SMERFY.
Temat dnia: Jak powstaje chleb?
Cele: – kształtowanie uważnego słuchania oraz wypowiadania się,

– poznawanie różnych zawodów, budzenie szacunku do ludzi i ich pracy,

– poznawanie procesu poznawania chleba,

– rozwijanie wyobraźni,

– doskonalenie sprawności manualnej.

Proponowane sposoby realizacji tematu:
1.  „Jak powstaje chleb?” – oglądanie i opowiadanie historyjki obrazkowej.
Odpowiadanie na pytania: Jak powstaje chleb?; Jak do powstania chleba przyczynia się rolnik?; Jak do powstania chleba przyczynia się młynarz?; Jak do powstania chleba przyczynia się piekarz?; Jaką rolę ma sprzedawca?; Dlaczego chleb jest tak ważny dla człowieka? – symbol dostatku i życia.


2. Oglądanie historyjki „Od ziarenka do bochenka”. Zwrócenie uwago na to jak odbywało się to dawniej, a jak dziś. Można porozmawiać z dziećmi na temat, kiedy łatwiej się żyło i pracowało ludziom: dawniej czy w dzisiejszych czasach?

3. Zabawa ruchowa „Wiatraczki”. Rodzic podaje rytm (na bębenku, tamburynie, klaskaniem itp.), dziecko obraca się w miejscu dookoła własnej osi, z rękoma rozłożonymi na boki.

4. Wysłuchanie opowiadania pt. „Chleb”.

Chleb

Olga Masiuk

– Dlaczego kanapki wciąż się je z chlebem? – zapytała w poniedziałek Marta.

– A z czym chciałabyś jeść? – Tomek się roześmiał.

– Nie wiem, ale tylko chleb, chleb i chleb. „Czy kupiłeś chleb?”, „Nie mamy już chleba!” – Marta naśladowała zdania, które chyba każdemu dziecku były znane, bo wszystkie kiwały głowami.

– Chleb ma duże znaczenie – powiedziała pani. – Nie tylko jako pokarm, ale także jako tradycja. Kiedyś wierzono, że piec do pieczenia chleba jest miejscem, które zamieszkują duchy opiekuńcze – krasne ludki, czyli krasnoludki, ładne ludziki. Jest jeszcze wiele wierzeń, które mają związek z chlebem. Ludzie od zawsze robili chleb, był podstawowym posiłkiem. Uważali go za święty. Na przykład nie kroili nożem pierwszego wyjętego z pieca bochenka, żeby nie zranić chleba.

– Przecież chleb jest taki… zwykły – zdziwił się Staś.

– Jest zwykły i niezwykły jednocześnie. – Pani się uśmiechnęła.

W tym momencie weszła z kuchni pani Asia, niosąc jabłka w koszyku.

– Upieczmy swój chleb! – wykrzyknęła Marysia na jej widok.

– To nie jest takie proste. – Pani Asia spojrzała tak srogo, że wszystkich przeszedł dreszcz. – Będzie trwało wiele dni. Najpierw trzeba zrobić zakwas: trzeba mieć dobrą mąkę, a potem dosypywać ją i dolewać wodę każdego dnia, a po tygodniu powinien zrobić się zakwas. Ale mogę kupić taką mąkę i jeśli chcecie, jutro możemy zacząć robić chleb. Może się uda. – Dokończyła, o dziwo, bardzo łagodnie.

Oczywiście, że chcieliśmy! Pani Asia powiedziała, że zakwas to taka podstawa chleba i jest dobry, kiedy w naczyniu, w którym powstaje, pojawiają siębąbelki. I rzeczywiście zaczęliśmy robić zakwas. Każdego dnia dolewaliśmy odrobinę wody i dosypywaliśmy mąkę. Było to bardzo proste, ale wyglądało na jakieś magiczne działanie. Wciąż ktoś zaglądał do kuchni, by sprawdzić, czy są już bąbelki, a nawet rodzice pytali panią Asię, jak się miewa nasz zakwas.

Ja muszę przyznać, że w nocy też zakradałem się kilka razy, żeby nie przegapić tego momentu. Aż pewnego ranka Jacek wybiegł z kuchni, krzycząc:

– Są! Są bąbelki!

Polecieliśmy tam wszyscy. Pani Asia, która w normalnych okolicznościachwyrzuciłaby nas z kuchni z wielkim hukiem, teraz podsuwała każdemu pod nos zakwas do powąchania i cieszyła się, kiedy krzywiliśmy buzie.

– Fuj! To jakieś kwaśne! – wykrzyknął Witek. – Z tego ma być chleb?!

– Jutro zrobimy zaczyn – powiedziała pani Asia. – Jeszcze dużo roboty przed nami.

– Jak to?! – wykrzyknął Tomek. – Znowu będziemy czekać?

– Ale już teraz trochę krócej. Zaczyn będzie rósł kilka godzin. Ale to jutro, a teraz uciekajcie i nie przeszkadzajcie mi, muszę się zająć obiadem – wróciła dawna, sroga pani Asia.

Następnego dnia zakwas wymieszaliśmy w wielkiej misce z wodą i mąką.

I przykryliśmy ściereczką.

– Będzie rosło kilka godzin, więc możecie iść się bawić – powiedziała pani Asia.

Ale zabawy toczyły się niemrawo. Najpierw wszystkie jakoś tak same zaczęły się rozgrywać pod drzwiami kuchni, żeby co chwila można było włożyćtam głowę i zapytać o zaczyn. A w końcu przestaliśmy się bawić, bo nikt nie mógł się skupić, i siedzieliśmy po prostu pod drzwiami, czekając. Pani Asia miała już dość naszego chleba, bo, jak twierdziła, barykadujemy jej drzwi. Ale zaczyn rzeczywiście rósł. Pod koniec dnia wypełniał całą wielką miskęi niemal się wylewał. Wtedy pani Asia zawołała nas do kuchni. W miseczkach stały różne rzeczy – ziarna słonecznika i dyni, sezam i trochę rodzynek. Nasz zaczyn wylał się na wielki stół. Pani Asia znów dodała mąkę i wodę, i trochęsoli. My mogliśmy z miseczek wsypać te różne rzeczy. Nie wiem dlaczego, ale byłem bardzo zdenerwowany, gdy wrzuciłem kilka rodzynek.

– A jeśli się nie uda? – Jacek był przerażony.

– To trudno, nie zawsze wszystko się udaje. – Pani Asia wzruszyła ramionami.

Ale nikt jej nie uwierzył. Wiedzieliśmy, że jeśli się nie uda, w przedszkolu zapanuje smutek.

Gdy chlebowe ciasto zostało wstawione do pieca, nikt z nas nie chciał opuścićkuchni. Siedzieliśmy, wpatrując się w okienko piekarnika.

– Widzisz krasnoludki? – zapytał Staś.

– Chyba tak – odpowiedziała Marta.

Zaczęli się schodzić rodzice, bo skończyli już pracę, ale nikt z nas nie mógłopuścić kuchni, a pani Asia ogłosiła, że musi się piec jeszcze z pół godziny. Rodzice więc czekali w sali i czasem ktoś zaglądał do kuchni, w której cudownie pachniało.

W końcu pani Asia wyciągnęła chleb.

– Ale możemy zjeść dopiero jutro na śniadanie – powiedziała. – Musi porządnie ostygnąć.

Wszystkie dzieci spojrzały na mnie w tej samej chwili.

– Paku, musisz przysiąc, że go nie tkniesz przed nami – powiedział Jacek.

– Albo pójdziesz z kimś z nas do domu.

Więc przysiągłem, chociaż tak pachniało, że całą noc trudno mi było dotrzymaćobietnicy.

Rano pani Asia pokroiła grube pajdy. Siedzieliśmy w kuchni. Jacek wąchałswoją kromkę, a Marta wydłubywała ze swojej rodzynki.

– Nazwiemy go „zaczekaj”. Zakwas, zaczyn i zaczekaj – powiedział Tomek.

– Może być, ale już nie czekajmy.

I na „trzy, cztery” każdy z nas wgryzł się w swoją kromkę. Ale pyyycha!

Rozmowa dotycząca treści opowiadania.

O czym rozmawiały dzieci w przedszkolu?; Co pani mówiła na temat chleba, w co dawniej wierzyli ludzie, jak postępowali z chlebem?; Czy chleb jest zwykły, czy niezwykły?; Co postanowiły dzieci?; Kto im pomagał w przygotowaniu i upieczeniu chleba?; Czy cały ten proces trwał krótko, czy długo?; Jakich składników używały dzieci?; Jak pachniał zakwas?; Co dzieci dosypały na końcu, by chleb był smaczniejszy?;Czy warto było czekać – czy chleb wyszedł pyszny, smakował dzieciom?.

5. Zabawa ruchowa „Nosimy worki w mąką” –dzieci mają za zadanie naśladować przenoszenie lekkich albo ciężkich worków z mąką.

6. Praca plastyczno-techniczna dla chętnych dzieci „Moje wypieki” –  lepienie z masy solnej.

Przepis na masę solną:

2 kubki mąki pszennej

1 kubek soli

¾ kubka wody o temperaturze pokojowej

Wszystkie składniki połączyć i mieszać na gładką masę. Gotową masę włożyć do woreczka foliowego i odłożyć na około 1 godzinę w chłodne miejsce. Teraz już można lepić co tylko się chce. Gotowe prace należy zostawić na kilka dni do wyschnięcia lub wysuszyć w piekarniku (prosimy o zachowanie zasad bezpieczeństwa). Wysuszone prace można pomalować farbami. Niestety nie możemy ich zjeść.

Udanej zabawy 🙂

Źródło: Tropiciele, Wielka Księga Tropiciele, Internet.

Bardzo chętnie zobaczymy zdjęcia waszych prac na stronie: JEŻYKI jezyki.dukla@wp.pl, SMERFY smerfy.dukla@o2.pl .